Ustawa z nakładką
Konstytucyjna nakładka na niekonstytucyjną ustawę.
-—————*)
Pytają mnie przyjaciele i znajomi, co sądzę o pewnej sprawie, której poświęcono już wiele uwagi w mediach, także w social mediach. Milczenie mogłoby zostać potraktowane jako ucieczka od ważnego problemu, zatem odpowiadam, bowiem nie zwykłem uciekać od problemów. Będzie to odpowiedź prawnika, który zawsze starał się i nadal stara się być jak najdalej od polityki, chociaż politycy od lat czynią wszystko, aby jak najbardziej prawo upolitycznić, oczywiście z korzyścią dla aktualnie rządzącej opcji. Jednocześnie postaram się, aby ta odpowiedź prawnika była maksymalnie czytelna także dla nie-prawników zaglądających na tę ściankę, a zatem jedynie w absolutnie niezbędnym zakresie powołam stosowne, jak mawia mój znajomy lekarz, „paragrafy”.
W skrócie moja odpowiedź brzmiałaby tak: jako legalista najbardziej chciałbym, aby najbliższe wybory do Krajowej Rady Sądownictwa odbyły się w oparciu o przepisy ustawy „bez nakładki”, ale ustawy zgodnej z Konstytucją i standardami międzynarodowymi. Wykluczam możliwość przeprowadzenia tych wyborów w oparciu o ustawę niezgodną z Konstytucją i wskazanymi standardami, a więc w oparciu o aktualną ustawę pozbawioną interpretacyjnej „nakładki”. Godzę się, chociaż nie bez pewnego dyskomfortu, na ich przeprowadzenie w oparciu o ustawę co do zasady sprzeczną z Konstytucją, ale przy poczynieniu wszystkich starań, które w drodze intensywnych, forsownych zabiegów interpretacyjnych, rezultatem których jest owa „nakładka” (będzie o niej szerzej mowa w uzasadnieniu mego stanowiska), odpowiadają konstytucyjnemu wzorcowi, a więc przy zastosowaniu procedury, która w stopniu maksymalnym w aktualnych warunkach zbliży nas do standardu konstytucyjnego, a standard międzynarodowy pozwoli osiągnąć być może w całości.
A teraz rozwinięcie (nadal - jakby to zabawnie nie zabrzmiało przy rozmiarach niniejszego wpisu - maksymalnie lakoniczne) mojego stanowiska.
Po pierwsze, ustawę o Krajowej Radzie Sądownictwa w jej aktualnym brzmieniu uważam za niekonstytucyjną. Wielokrotnie na różnych forach szeroko uzasadniałem ten pogląd, więc nie będę tego czynił po raz kolejny. Podkreślę jedynie to, co ma znaczenie dla dalszych wywodów, a więc dla oceny istoty tzw. „nakładki” do tej ustawy, proponowanej w planie „B”. Fundamentalną wadą ustawy było od 2017 roku (i jest) przekazanie, z naruszeniem zasady trójpodziału władzy, w ręce parlamentarzystów (a więc polityków; większości rządzącej) dokonywania wyborów nie tylko tych członków Rady, o których mowa w art. 187 ust. 1 pkt 4 Konstytucji, ale także tzw. sędziowskiej części Rady, o której mowa w art. 187 ust. 1 pkt 2 Konstytucji, co doprowadziło do nieakceptowalnego upolitycznienia tego organu i wszystkich tych następstw, które przez TSUE i ETPCz uznane zostały na naruszenie standardów europejskich i konwencyjnych w zakresie praworządności. Tych, którzy nie zgadzają się z konstatacją zawartą w tym punkcie, zniechęcam do lektury dalszej części niniejszego wpisu, bowiem nie znajdziemy wspólnej płaszczyzny dyskusji.
Po drugie, za dobre rozwiązanie uważam uchwaloną w styczniu b.r. nowelizację ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa, która implementuje wszystkie wyroki TSUE, ETPCz, SN i NSA, w których orzeczono - ujmując rzecz w myślowym skrócie - że tzw. neo-KRS nie jest niezależna od polityków, co w rezultacie może prowadzić do podważania jej rekomendacji na stanowiska sędziowskie, a w dalszej konsekwencji do podważania orzeczeń wydanych przez składy z udziałem osób nie dających obywatelom gwarancji prawa do niezależnego i bezstronnego sądu, osób nominowanych bowiem w procedurze z udziałem wadliwie ukonstytuowanego organu. Ustawa nowelizująca została przedstawiona do podpisu panu prezydentowi, ale wszelkie sygnały płynące z pałacu prezydenckiego, a także z wypowiedzi samego pana prezydenta, wskazują na to, że zostanie ona zawetowana i nie wejdzie w życie. Nie miejsce tu na szersze uzasadnianie, dlaczego taką decyzję uważałbym za fundamentalnie niesłuszną z prawnego punktu widzenia, chociaż możliwą, niestety, z punktu widzenia z gruntu mi obcego, czyli politycznego. Jeżeli okażę się zbytnim pesymistą i pan prezydent podpisze uchwaloną nowelizację, zniechęcam do lektury dalszej części niniejszego wpisu, bo stanie się on całkowicie nieaktualny, a procedura przebiegające wg tzw. planu „B”, czyli w oparciu o aktualne brzmienie ustawy, ale z interpretacyjną „nakładką” zostanie wstrzymana i Krajowa Rada Sądownictwa zostanie wybrana w oparciu o stan prawny zgodny zarówno z ustawą, jak i – co najistotniejsze – z Konstytucją i standardami międzynarodowymi.
Po trzecie, w wypadku zawetowania ustawy naprawczej (zob. „po drugie”), uruchomienie tzw. planu „B” i dokonanie wyboru nowego składu Rady w oparciu o aktualny, niekonstytucyjny stan prawny (zob. „po pierwsze”), ale z nałożeniem nań interpretacyjnej „nakładki”, uważam za mniejsze zło zarówno od przeprowadzenia tych wyborów na podstawie ustawy w brzmieniu z końca 2017 roku, jak i od sytuacji, w której do wyborów nowego składu Rady w ogóle nie doszłoby. Sytuacja pierwsza, to jest wybór w oparciu o dotychczasową ustawę bez dodatkowych zabiegów interpretacyjnych, oznaczałaby, że godzimy się na niekonstytucyjną procedurę tylko dlatego, że wyboru dokona obecna większość rządząca, które to rozumowanie może odpowiadać politykom, ale nie prawnikom, a w szczególności sędziom, którzy winni stronić od sympatii politycznych i dla których najważniejsza jest wierność ustawom, ale przede wszystkim Konstytucji oraz standardom międzynarodowym. Paradoksalnie, byłoby to przyzwolenie na ziszczenie się słów, wypowiedzianych dwukrotnie (zarówno w 2017 roku, jak i w 2020 roku), podczas debat w Senacie RP, przez ówczesnego ministra Ziobrę, o tym, że jeśli opozycja wygra wybory będzie mogła wybrać „swoich sędziów”, czy – w drugim wypadku – „…tych sędziów, których uważacie za właściwych”. Po raz pierwszy od razu w replice na słowa o „swoich sędziach”, a następnie w szeregu moich wypowiedzi, ukazywałem niedopuszczalność takiego myślenia, stanowiącego wyraz pogardy dla Konstytucji i dopuszczającego jawne upolitycznienie sądów i sędziów. Tak więc, pomimo uruchomienia już procedury wyborów do KRS na nową kadencję przez pana marszałka Sejmu, nie wyobrażam sobie jej finalizacji przez polityków zgodnie z radą ministra Ziobry, a wbrew zasadom konstytucyjnym. Sytuacja druga, a więc niedokonanie jakiegokolwiek wyboru, może mieści się w głowach polityków, dla których ważniejsze od stanu praworządności są polityczne wojenki i dla których pogłębianie się stanu zapaści w sądownictwie nie tylko nie jest problemem, ale – być może – wręcz przeciwnie, stanowi łakomy kąsek. Ja, jako prawnik, jako sędzia (co prawda już w stanie spoczynku, ale nie może to zmienić sposobu mojego odczuwania i myślenia) z takim stanem się nie godzę. My, jako prawnicy, jako sędziowie, nie powinniśmy zaakceptować rozumowania „po nas choćby potop”. Dlatego też plan „B”, polegający na przeprowadzeniu wyborów do KRS co prawda w oparciu o ustawę, którą przez osiem lat krytykowałem i którą nadal uważam za niekonstytucyjną, ale przy takim zabiegu interpretacyjnym, jaki stanowi zaproponowana „nakładka” konstytucyjna, uważam za mniejsze zło. Co prawda formalnie skład 15-tki stanowiącej sędziowski człon Krajowej Rady Sądownictwa, o którym mowa jest w art. 187 ust. 1 pkt 2 Konstytucji, zostanie przegłosowany (tak jak wymaga tego ustawa w brzmieniu z 2017 roku) przez polityków, niemniej jednak przy założeniu, że nie będą oni ingerowali w propozycję wyłonioną w powszechnym, transparentnym głosowaniu przez wszystkich sędziów uprawnionych do udziału w wyborach do KRS, a następnie przedstawioną Sejmowi. Sejm może wszak dokonać, np. w drodze uchwały, takiego sui generis samoograniczenia. W tych warunkach zasada trójpodziału władz i stanowiąca jej odzwierciedlenie idea zawarta w treści samego art. 187 Konstytucji zostanie, w istocie, zachowana. Jednocześnie można twierdzić, że obowiązująca ustawa nie zostanie naruszona, a jedynie odmiennie zinterpretowana niż w wypadku wyłaniania składów Rady ostatnich dwóch kadencji. Sędziowie przedstawią propozycję, która powstanie w wyniku przeprowadzenia demokratycznych wyborów wewnętrznych, parlamentarzyści wybrani w demokratycznych wyborach powszechnych tę propozycję przegłosują. Przegłosują, jestem przekonany, w myśl zasady pacta sunt servanda, także i w sytuacji, gdy na liście tej zaleźliby się, w wyniku uzyskania stosownego poparcia w demokratycznych wyborach wewnętrznych, sędziowie znani ze swych jednoznacznie deklarowanych sympatii politycznych bynajmniej nie wobec aktualnie rządzącej większości. Rozwiązanie takie można wręcz uznać za wychodzące naprzeciw idei współdziałania władzy ustawodawczej i sądowniczej. Jednocześnie, rozwiązania takiego ustawa w jej brzmieniu ustalonym w 2017 roku nie zakazuje. Można zatem przyjąć, że jest ono rezultatem prokonstytucyjnej wykładni niekonstytucyjnej (nadal) ustawy. Zgodność ze standardami międzynarodowymi osiągnięta zaś zostanie w sposób jeszcze pełniejszy niż zgodność ze standardem konstytucyjnym. W aspekcie traktatowym aktualne rozwiązanie było krytykowane przez sądy europejskie głównie nie w nawiązaniu do treści konkretnych przepisów prawa, ale do sytuacji, którą te przepisy wytworzyły, polegającej na niedopuszczalnym upolitycznieniu organu, który w myśl założeń teoretycznych miał dbać o coś zgoła przeciwnego, a więc o niezależność sądów i niezawisłość sędziów i który to organ zamiast chronić przed ingerencją polityki w wymiar sprawiedliwości, wręcz przeciwnie, polityczne wpływy w sądownictwie pogłębiał.
Last but not least, tym wszystkim, którzy wysuwają argument, że nie warto przeprowadzać wyborów do KRS według procedury z konstytucyjną „nakładką”, bo i tak niektórzy politycy nie uznają dokonanego wyboru, a pan prezydent nie będzie liczył się z przedstawianymi przez Radę kandydatami i nie będzie dokonywał nominacji, odpowiadam w sposób, w jaki powinien odpowiedzieć prawnik. W takiej sytuacji to politycy, w tym najważniejszy z nich, wezmą na siebie całkowitą odpowiedzialność za dalszą dewastację wymiaru sprawiedliwości, w tym za lawinowe narastanie zaległości w sądach wszystkich szczebli i za określoną ocenę stanu praworządności w naszym kraju przez sądy europejskie i szerzej – przez społeczność międzynarodową. Prawnicy, w tym sędziowie wierni regułom rules of law, będą mieli spokojne sumienie, że uczynili wiele, a może nawet wszystko, co w aktualnej sytuacji mogli uczynić. Nie stali bezradnie, nie dyskutowali w nieskończoność, wreszcie spróbowali!
Tako rzecze legalista, który stara się uwzględniać to, co na dziś możliwe, nawet jeśli nie jest to produkt z jego marzeń i którego dziwią zatem ostre ataki skierowane przeciwko tzw. planowi „B” zarówno przez niektórych znakomitych prawników, którzy przez lata w dzielny sposób opowiadali się przeciwko niekonstytucyjnemu rozwiązaniu, wprowadzonemu pod koniec 2017 roku (np. pan sędzia Mgłosiek), jak i przez równie znakomitych prawników, którzy pozostawali przez lata, jak to sami określili, „całkowicie pochłonięci pracą o charakterze organicznym” w konstruowaniu prawniczych platform cyfrowych, co jednak pozwala mieć nadzieję, że wobec stanu niekonstytucyjności ustrojowej przynajmniej myślowo nie pozostawali zupełnie obojętni (np. pan sędzia Ignaczewski), czy wreszcie przez znakomitych przedstawicieli świata akademickiego, którzy w ostatnim okresie wykazują nieprzeciętną aktywność w krytykowaniu nowych rozwiązań, a nie dostrzegłem ich aktywności, porównywalnej choćby w minimalnym stopniu z obecną, gdy warto było w okresie minionym poddać prawniczym ocenom ustawy sprzeczne z Konstytucją (np. pan profesor Olaś). Ja raz jeszcze sentencjonalnie powtórzę: jak się nie ma, co się lubi (ustawa zgodna z Konstytucją i bez „nakładki”), to może warto polubić to, co można mieć (ustawa z „nakładką”, ale starająca się maksymalnie zbliżyć stan prawny do standardu konstytucyjnego), zamiast godzić się na coś, czego polubić nie sposób (ustawa wprawdzie „bez nakładki”, ale niekonstytucyjna).
*) tekst pochodzi z profilu autora na FB https://www.facebook.com/share/p/1DYQdAJ7fQ/ - tytuł administratora strony