Porażka Wielkiego Interpretatora

4 czerwca 2020 r.

http://www.sn.pl/aktualnosci/SitePages/Komunikaty_o_sprawach.aspx?ItemSID=370-b6b3e804-2752-4c7d-bcb4-7586782a1315&ListName=Komunikaty_o_sprawach

Dariusz Pawłyszcze, dyrektor Departamentu Kadr i Organizacji Sądów Powszechnych i Wojskowych w Ministerstwie Sprawiedliwości jednak nie będzie (przynajmniej na razie) pracował w Sądzie Najwyższym.

To jest naprawdę dobra wiadomość. Nie ma chyba sędziego w Polsce, który nie zna pana dyrektora Pawłyszcze. Nie mówię oczywiście o znajomości osobistej, lecz o znajomości z dokumentów, które pan dyrektor produkuje w wielkiej ilości. (która niestety nie zawsze przechodzi w jakość) Mam na myśli kolejne coraz bardziej karkołomne interpretacje Regulaminu urzędowania sądów powszechnych. Owe regularnie wysyłane do prezesów sądów (i udostępniane przez prezesów sędziom) pisma, miały (i mają) swój niepowtarzalny urok. Oto bowiem dyrektor Pawłyszcze wytrwale próbuje objaśnić, co on sam, a także jego podwładni i inni pracownicy ms mieli na myśli projektując takie, a nie inne przepisy Regulaminu. Niestety z żadnego z licznych pism nie można się było dowiedzieć, dlaczego państwo z ministerstwa nie napisali Regulaminu w sposób nie tylko jasny i zrozumiały, ale i zwyczajnie mądry.

Nie mam podstaw oceniać czy sędzia dyrektor (a raczej dyrektor sędzia) Pawłyszcze jest na tyle wybitnym znawcą prawa cywilnego, że uprawnia go do do ubiegania się o miejsce w Izbie Cywilnej Sądu Najwyższego. Z pewnością jednak istnieją inne powody, dla których dyrektor Pawłyszcze nie powinien się tam znaleźć, ani teraz, ani w przyszłości.

Dlaczego? Ano dlatego, że w niedoszłym awansie do SN dyrektora Pawłyszcze jak w soczewce skupiły się wszystkie patologie wprowadzonego przez obecnie rządzących modelu sędziowskich awansów.

Konkurs na wolne miejsca w SN, w którym brał udział sędzia dyrektor Pawłyszcze przeprowadzała nowa krs. Ciało powołane w sposób sprzeczny z Konstytucją. Gremium do którego politycy wybrali 15 sędziów, powiązanych w większości z ministrem Ziobrą (przełożonym pana dyrektora Pawłyszcze) i jemu zawdzięczający swoje szybkie awanse i profity finansowe (prezes Mitera, wiceprezes Drajewicz, prezes Puchalski – tylko niektóre z przykładów). I oto taki właśnie quasi organ, w którym zasiada również koleżanka z lat szkolnych Zbigniewa Ziobry, prezes dużego sądu na południu Polski, słynąca z zarządzania tymże sądem w konflikcie z sędziami (prywatnie partnerka życiowa sędziego dyrektora) uznaje, że kilkuletnia praca w ministerstwie sprawiedliwości (i związane z tym nieorzekanie w sądzie) jest właściwą rekomendacją do objęcia urzędu sędziego SN. Jak się okazuje nawet dla powołanych w wadliwy sposób osób pracujących w Izbie Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych było to za dużo.

Cóż można dodać do tego? Chyba tylko to, że jeśli ktoś z własnej woli za całkiem duże pieniądze, pełni funkcję dyrektora departamentu w ministerstwie sprawiedliwości i w pełni akceptuje, że jego przełożonym jest polityk, któremu bliższa jest wizją niezależności sądów rodem z Chin czy Rosji niż z Unii Europejskiej, to nie tylko nie powinien orzekać w SN, ale powinien poważnie pomyśleć nad zmianą zawodu. Bo albo jest się sędzią przywiązanym do zapisanych w Konstytucji takich zasad jak niezależność sądów i niezawisłość sędziów, albo jest się dyrektorem u ministra Ziobry. Tertium non datur.

A tak swoją drogą, czasem naprawdę nie łatwo było pojąć co sędzia dyrektor miał na myśli w swym kolejnym piśmie interpretującym Regulamin – akt normatywny powstały zapewne ze znaczącym udziałem własnie sędziego dyrektora.

Okiem Sędziego
Głos przedstawiciela III władzy, sędziego praktyka z kilkunastoletnim doświadczeniem
Przejdź do oryginalnej publikacji