W obliczu kłamstwa politycznego.

 · 

Przygnębiony wydarzeniami i atmosferą ostatnich dni, miesięcy, a nawet lat, mając nadto w pamięci słowa Platona z „Gorgiasza” na temat ludzi w słusznym wieku, którzy zabawiają się w filozofowanie (zob. https://m.facebook.com/story.php?story_fbid=pfbid0GLgkoNViFRDZKcEhRUzrzcGgLjo96bmamYepNephNwfYc5FkAnefdQtqwNKB1ANpl&id=100003507540602,) tym razem postanowiłem szukać odpowiedzi na nurtujące mnie pytania w lekturze o zdecydowanie bardziej współczesnym charakterze i to pochodzącej z naszego rodzimego kręgu kulturowego.

Dobre duchy rządzące zakamarkami mej biblioteki włożyły mi do rąk znakomity tomik esejów i artykułów księdza profesora Józefa Tischnera, zatytułowany „To co najważniejsze” (w wyborze i opracowaniu Wojciecha Bonowicza, Wyd. Znak, 2021). Istotnie, napotkać w nim można „to co najważniejsze” dla naszego życia prywatnego, ale i publicznego. Wojciech Bonowicz słusznie zwraca uwagę na to, że aczkolwiek większość materiałów zawartych w tej książce powstała w okresie słusznie minionym, a celem krytycznych uwag księdza profesora Józefa Tischnera były obserwowane przezeń wówczas zjawiska i np. język ówczesnej propagandy, to jednak – cyt. „…jego analizy dają się zastosować do tego, co obserwujemy we współczesnych demokracjach”. Taki też charakter ma i esej, na którym dobre duchy mej biblioteki otwarły mi stronice tej książki dzisiejszego ranka, zatytułowany „Kłamstwo polityczne”. Po raz pierwszy został on bowiem opublikowany w 1988 roku, w Stalowej Woli, w tzw. wydaniu drugoobiegowym; pierwszy przedruk nastąpił już w wolnej Polsce, w zbiorze tischnerowskich tekstów, zatytułowanym „Kot pilnujący myszy” (Wyd. Znak, 2019), a w dwa lata później wszedł on również w skład tomiku, o którym mowa była na wstępie (s. 183-200).

Dalej będzie już tylko kilka cytatów z księdza profesora. I będą to cytaty wierne co do litery, a zatem wszelkie pretensje o złą ocenę zjawisk, o ich przerysowanie czy niedoszacowanie, o zbytni pesymizm lub optymizm, proszę kierować do Autora eseju, który – w tym jednym jedynym miejscu odwołuję się do mej osobistej oceny, nieobcej jednak wielu, wielu innym Jego czytelnikom – „wielkim mędrcem był”.

Rozpoczyna ksiądz profesor od słów swoistego usprawiedliwienia, dlaczego podejmuje taki, a nie inny temat: „Co może począć filozof w kraju, w którym życie społeczne zostało opanowane przez kłamstwo polityki? Dobrze zrobi, gdy napisze artykuł o filozofii kłamstwa politycznego. Przyniesie to z pewnością pożytek przyszłym pokoleniom, nie tylko tym, które zechcą wybrać życie bez kłamstwa, ale i tym, które – być może – zechcą w miejsce kłamstwa mniej doskonałego zaprowadzić kłamstwo bardziej doskonałe” (op. cit., s. 184). Następnie Tischner definiuje przedmiot swych rozważań, pisząc: „Z poczucia szczególnego obowiązku stawiam więc pytanie: czym jest kłamstwo polityczne? Najpierw ogólnie: przez kłamstwo polityczne rozumiem kłamstwo, które wynika z potrzeby władzy i służy potrzebom władzy. Przy jego pomocy władza pragnie potwierdzić siebie, czyli poszerzyć swe panowanie, umocnić się, usprawiedliwić we własnych i cudzych oczach” (op. cit, s. 184-185), dodając: „Po tym można poznać kłamstwo polityczne, że odstępstwo od prawdy szuka sobie usprawiedliwienia w jakimś bezpośrednim lub pośrednim interesie władzy” (op. cit., s. 185). Z dalszych rozważań księdza profesora nad tytułowym fenomenem najbardziej uderzyło mnie stwierdzenie: „Granice wciąż się zmieniają. Dochodzi do absurdu. Kłamstwo staje się w pewnym momencie tak jaskrawe, że zamiast protestu budzi bezgraniczne zdumienie” (op. cit., s. 190). Najwięcej do myślenia dają jednak uwagi Tischnera zawarte w podrozdziale eseju, zatytułowanym „Odpowiedź na kłamstwo”. Podążmy zatem za Jego wywodem: „Powstaje jednak pytanie: co na to wszystko poddani? Odpowiedź poddanych może być oczywiście rozmaita – jedni zarażą się kłamstwem i dopasowanym do kłamstwa stylem myślenia i uczynią to, co im podsunął polityk; inni zaprzeczą kłamstwu i trwać będą mocno przy wartościach pospolitego rozumu. Ale nie będzie ich wielu, ani pierwszych, ani drugich. Grupę najliczniejszą stanowić będą ci, którzy postawią na odwet i na kłamstwo władzy ku nim zwrócone odpowiedzą własnym kłamstwem zwróconym ku władzy. Wyjdą oni z założenia, którego nie będzie łatwo wybić im z głowy, że co wolno władzy, wolno i poddanym” (op. cit., s. 198). Taka diagnoza niektórych może napawać optymizmem. Przyznam się, że mnie jednak bardziej przeraża niż pozwala budować nadzieję. Tym bardziej w kontekście końcowych fragmentów eseju: „Kłamstwo raz puszczone w ruch kręci się już samo. Tak rośnie wznoszony wspólnym wysiłkiem gmach. Można się bawić i cieszyć szczegółowymi badaniami tej kunsztownej budowli. Można w niej wyróżniać kłamstwa rozmaite – takie, w które nikt nie wierzy, a one mimo wszystko są, i takie, w które wierzy tylko władza, a poddani nie, i wreszcie takie, w które wierzą tylko poddani. Ale nie to jest najważniejsze. Najważniejsza jest podejrzliwość. Ta panoszy się wszędzie. W pewnym momencie dochodzi do tego, że nikt już nie jest w stanie nikomu wierzyć. Wątpliwe stają się nawet najbardziej oczywiste prawdy” (op. cit., s. 199).

Czy można wyobrazić sobie świat, w którym nikt już nie jest w stanie nikomu wierzyć? Czy można wyobrazić sobie kraj, w którym wątpliwe stają się nawet najbardziej oczywiste prawdy? Czy można w takim świecie, w takim kraju żyć? Moją wyobraźnię taka perspektywa przerasta. Dlatego też chcę wierzyć w to, że także i w sferze, której dotyczą rozważania księdza profesora Józefa Tischnera, istnieją granice zmęczenia materiału i naciągana do maksimum sprężyna kłamstwa w pewnym momencie pęka.

Stanisław Zabłocki
Stanisław Zabłocki
sędzia Sądu Najwyższego w stanie spoczynku, w latach 1991–2014 członek Państwowej Komisji Wyborczej, w latach 2016–2020 prezes Sądu Najwyższego kierujący Izbą Karną