Dwie refleksje nad reakcją rządzących na postanowienie zabezpieczające TSUE - Jacek Barcik

9 kwietnia 2020 r.
źródło: FWS

curia.europa.eu/jcms/upload/docs/application/pdf/2020-04/cp200047pl.pdf

forumfws.eu/aktualnosci/2020/04/08/tsue-zabezpieczenie/

Dzisiejsze postanowienie TSUE o zastosowaniu wobec Polski środków tymczasowych w sprawie C-791/19 R nie jest niczym zaskakującym, biorąc pod uwagę dotychczasową linię orzeczniczą Trybunału Luksemburskiego. Decyzja taka była oczekiwana już na początku marca. Co jednak zaskakuje, to reakcja na nią przedstawicieli rządu polskiego. Mieli oni kilka miesięcy, żeby przemyśleć i zaplanować odpowiedź.Tymczasem komentarze i zapowiedzi sprawiają wrażenie chaosu, braku spójnej strategii odpowiedzi.

Po pierwsze, demagogiczne stwierdzenie, że TSUE w dobie epidemii zajmuje się Izbą Dyscyplinarną SN (ID SN). TSUE to organ sądowy, zajmuje się zatem tym do czego go powołano. Czy powinien zajmować się sprawą teraz, w trakcie epidemii koranawirusa ? Powinien, bo po pierwsze nie działa nagle (wniosek o zabezpieczenie Komisja Europejska złożyła już 23 stycznia, zatem ponad dwa miesiące “dojrzewał” on w TSUE, w trakcie których to miesięcy rząd polski odniósł się do wniosku KE). Po drugie i ważniejsze, epidemia nie przeszkadza nie-sądowi w postaci Izby Dyscyplinarnej w planowaniu działalności, o czym świadczy e-wokanda (załączam jako link poniżej). TSUE słusznie uznał zatem, że dalsze funkcjonowanie ID SN w okresie oczekiwania na wydanie ostatecznego wyroku może spowodować wystąpienie poważnej i nieodwracalnej szkody dla funkcjonowania porządku prawnego UE, w postaci zniweczenia prawa do skutecznego środka odwoławczego w rozumieniu art. 19 ust. 1 akapit drugi TUE wz. z wartościami UE z art. 2 TUE. Postanowienie NIE LIKWIDUJE ID SN, ale zawiesza jej funkcjonowanie do czasu ostatecznego rozstrzygniecie sprawy przez TSUE, co nastąpi w wyroku.

Po drugie, twierdzenie o istnieniu rzekomego sporu prawnego między UE a RP, który ma rozstrzygnąć Trybunał Konstytucyjny. Prymitywizm takiego stanowiska polega na tym, że nawet jeśli władza chce, by TK zbadał sprawę (do czego nie ma kompetencji - polski TK nie może badać judykatów TSUE, gdyż podważałoby to cały sens autonomii sądowej UE), to można było przynajmniej powołać się na rzekome naruszenie art. 90 Konstytucji, twierdząc, że RP nigdy nie przekazała UE kompetencji do zawieszania organów państwa. Byłaby to argumentacja łatwa do obalenia i fałszywa, ale przynajmniej spójna. A tak wymyślono, zdaje się że “na kolanie” toporną konstrukcję sporu prawnego miedzy UE a RP. Albo rząd ma kiepskich prawników (nie zakładam tego), albo, co bardziej prawdopodobne i typowe dla tej władzy, polityka dominuje nad prawem, a konstrukcja “sporu” jest przeznaczona na użytek wewnętrzny opinii publicznej, czyli własnego elektoratu. Rządzący zdają sobie na pewno sprawę, że niewykonywanie postanowienia TSUE (bez znaczenia, czy pozornie legitymowane przez TK) wiąże się bezpośrednio z poważnymi sankcjami finansowymi. W dalszej perspektywie będzie to rzutowało negatywnie na inne kwestie, np. dostęp do funduszy europejskich. W obecnej sytuacji nawet taki, momentami ryzykancko nieodpowiedzialny rząd nie może sobie na to pozwolić. Chyba, że zatraci resztki racjonalności.

Jacek Barcik
Doktor habilitowany nauk prawnych, adwokat, profesor nadzwyczajny na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego, specjalista w zakresie prawa międzynarodowego publicznego, prawa Unii Europejskiej i prawa zdrowia publicznego.
Przejdź do oryginalnej publikacji