Sędziowska odwaga - notka filozofa prawa

29 marca 2020 r.
źródło: konstytucyjny.pl

Jakiś czas temu jeden z prezydenckich ministrów (mniejsza o nazwiska), komentując różne aspekty tzw. reformy wymiaru sprawiedliwości, sformułował w popularnym telewizyjnym programie publicystycznym „Kawa na ławę” następującą opinię: „Nie chodzi o to, by sędzia był odważny, lecz o to, by przestrzegał prawa”. Dziwne, że to bulwersujące zdanie przeszło bez żadnego większego echa. Wspomniany urzędnik przedstawia się bowiem zwykle jako prezydencki prawnik i w rezultacie tym większa była moja konsternacja – sprawiał wrażenie, że chyba kompletnie nie zdaje sobie sprawy z tego, jaką piramidalną bzdurę właśnie wypowiedział. Jest bowiem dokładnie odwrotnie, sędziego musi cechować cnota szczególnej i wyjątkowej odwagi właśnie dlatego, że stosując i interpretując prawo, musi go jednocześnie przestrzegać.

Sędziowska odwaga i etyka

Po co sędziemu odwaga? Wydaje się, że jest mu, w połączeniu z integralnością1, absolutnie niezbędna z co najmniej pięciu powodów. Po pierwsze, nie wolno mu orzekać pod presją obawy ewentualnego odwetu strony niezadowolonej z rozstrzygnięcia (np. oskarżonego w sprawie karnej czy powoda/pozwanego w sprawie cywilnej) lub krytyki szeroko pojętej opinii publicznej (np. mediów lub przypadkowego tłumu). Po drugie, nie może a priori rezygnować z przekonania o konieczności i słuszności swojego określonego rozwiązania w konkretnym stanie faktycznym i na gruncie obowiązującego prawa tylko dlatego, że jest ono pod prąd dotychczasowych poglądów doktryny czy utrwalonej linii orzecznictwa. Po trzecie, musi odrzucić od siebie myśl, że władza ustawodawcza uosabiana przez większość parlamentarną i władza wykonawcza, nie mówiąc już o jakichś pozakonstytucyjnych ośrodkach dyspozycji politycznej, stoi ponad prawem i ponad prawem stawiają aktualnie preferowaną przez siebie politykę, a w związku z tym jego orzeczenie nie będzie im się być może podobało. Po czwarte, musi wprawdzie pamiętać, że funkcjonuje w pewnym reżimie odpowiedzialności dyscyplinarnej opartym na zawodowym kodeksie etycznym, ale nie wolno mu drżeć na samą myśl, że ten reżim może być paradoksalnie uruchomiony z powodu merytorycznej i zgodnej z prawem treści jego rozstrzygnięcia. Po piąte wreszcie, w wymiarze instytucjonalnym powinien mieć świadomość, że jest częścią trzeciej odrębnej władzy opartej na zasadach niezależności i niezawisłości i w związku z tym musi mieć odwagę wystąpienia w obronie tych zasad wówczas, gdy są one zagrożone, nawet jeśli to zagrożenie płynie paradoksalnie ze strony dwóch pozostałych władz. Tak pojęta odwaga sędziowska jest więc absolutnym zaprzeczeniem tego, o co chodzi w tzw. reformie wymiaru sprawiedliwości. Trochę dziwi, ale ostatecznie i nie dziwi więc fakt, że w ogłoszonym ujednoliconym tekście Zbioru Zasad Etyki Zawodowej Sędziów i Asesorów Sądowych (uchwała Nr 25/2017 Krajowej Rady Sądownictwa z 13.1.2017 r.) próżno szukać takich słów, jak „odwaga”, „odważnie” czy „odważny/odważna”, mimo że pojawiają się takie słowa i zwroty jak „godność”, „honor”, „poczucie obowiązku”, „dobre obyczaje” czy nawet „dbałość o dobro wymiaru sprawiedliwości i ustrojową pozycję wymiaru sprawiedliwości”. W konfrontacji z tzw. reformą wymiaru sprawiedliwości trudno doprawdy polskiemu sędziemu wypełnić te ostatnie wymagania bez przymiotu odwagi. To milczenie polskiego kodeksu etycznego sędziów na temat odwagi nie jest jednak czymś szczególnym – podobnie jest w analogicznych tego typu dokumentach o zasięgu globalnym (ONZ), europejskim (Rada Europy, Unia Europejska) i krajowym (wybrane państwa europejskie)2. Powszechne jest jednak przekonanie, że nawet jeśli cnota odwagi nie jest wyrażona w tych tekstach expressis verbis, to tkwi tam immanentnie między wierszami jako element i rodzaj gwarancji zasady niezawisłości sędziowskiej, ponieważ trudno być tak naprawdę niezawisłym, nie będąc jednocześnie odważnym. Chodzi przy tym o pewien szczególny typ odwagi, nie tyle fizycznej co raczej intelektualnej, jako pewnej koniecznej cechy charakteru osoby sprawującej urząd sędziego3. Nie chodzi natomiast o odwagę sięgającą granicy heroizmu czy gotowości do martyrologii – takiej musielibyśmy oczekiwać np. od sędziów w państwach totalitarnych w rodzaju nazistowskich Niemiec czy komunistycznej Rosji. Tutaj rozważamy jedynie problem odwagi w warunkach względnie normalnych, a nie w sytuacjach ekstremalnych. To jednak rodzi pytanie postawione ostatnio przez pewnego kanadyjskiego sędziego *Luca Martineau4: czy istnieje sędziowska odwaga, a jeśli tak, to czy jest konieczna w demokracji?

Ten immanentny związek pomiędzy sędziowskim etosem i cnotą odwagi potwierdzają tendencje panujące obecnie w światowym prawoznawstwie. Jeden z nowszych kierunków filozoficzno-prawnych nosi bowiem miano jurysprudencji cnót (virtue jurisprudence)5 i kładzie nacisk na pewne kardynalne cechy sędziego: obok m.in. sędziowskiej wstrzemięźliwości (judicial temperance), charakteru (judicial ­temperament), inteligencji (judicial intelligence) czy mądrości (judicial wisdom) należy do nich również z całą pewnością sędziowska odwaga (judicial courage). Podobnie jest w gruncie rzeczy w polskiej literaturze prawniczej – wprawdzie sędziowskiej odwadze nie poświęcano do tej pory zbyt wiele uwagi, ale czasami ta szczególna cecha charakteru pojawia się marginalnie w pozycjach poświęconych etyce prawniczej. Co jednak charakterystyczne – także i tutaj łączy się ją z pewnym szerszym problemem cnót zawodowych i omawia na tle ogólnej etyki cnót6. Ta marginalizacja problemu sędziowskiej odwagi na tle innych elementów zawodowego etosu była spowodowana być może tym, że operowano przede wszystkim ogólniejszym pojęciem niezawisłości sędziowskiej i w związku z tym nie zawsze wyraźnie uświadamiano sobie, że judicial courage jest koniecznym elementem judicial independence. Jeśli sędziowie dzięki różnym gwarancjom materialnym, proceduralnym i instytucjonalnym nie czuli się zagrożeni w swojej niezawisłości,de facto nie widzieli potrzeby eksponowania odwagi jako cechy swojego zawodu. Zachowywali się ­mutatis ­mutandis podobnie jak pan Jourdain z komedii Moliera: „Mieszczanin szlachcicem”, który nie uświadamiał sobie, że na co dzień mówi prozą. Wspomniany wyżej sędzia Luc Martineau pisze, że kiedy pytał swoich kolegów o odwagę, to od niektórych uzyskiwał następującą charakterystyczną odpowiedź: „Nie ma odważnych sędziów, są tylko tacy, którzy wypełniają swoją sędziowską powinność: wymierzają sprawiedliwość i stosują prawo, nic mniej, nic więcej”7. Z pozoru ta odpowiedź przypomina przywołaną na wstępie tezę prezydenckiego ministra, ale są to tylko pozory. Rozmówcy sędziego Martineau funkcjonują bowiem w państwie opartym na demokracji, podziale władzy oraz rządach prawa i nie ma potrzeby, by uwzględniali specyficzny kontekst, który prawdopodobnie nie mieściłby się im głowach: tzw. reformę wymiaru sprawiedliwości w wydaniu PiS. Jeśli odwaga jest przeciwieństwem strachu i tym samym pewną pozytywną reakcją przeciwstawiającą się pewnym zagrożeniom, to ich odpowiedź do pewnego stopnia nie zaskakuje. Po prostu, są im kompletnie obce takie zagrożenia, jakie od kilku lat stały się udziałem polskich sędziów w ramach tzw. reformy wymiaru sprawiedliwości. Innymi słowy, z pięciu podanych wyżej powodów, dla których sędziemu potrzebna jest odwaga, w sposób nie do końca uświadomiony wykorzystywaliby dwa pierwsze, trzy pozostałe nie byłyby im do niczego potrzebne. Inni rozmówcy sędziego Luca Martineau, będący jak można sądzić w większości, udzielali jednak zdecydowanie innej odpowiedzi. Według nich odwaga sędziowska nie tylko istnieje, lecz wręcz stanowi „uniwersalną wartość, bez względu na istotę państwa [potrzebna jest więc także w państwie demokratycznym – przyp. autora]”8. Może się ­bowiem zdarzyć, że również w państwie demokratycznym ustawodawca ustanawia prawa lub podejmuje działania sprzeczne z Konstytucją – „wówczas sędziowska wstrzemięźliwość nie jest żadnym wyjściem z sytuacji, a obrona państwa prawa nie może być uznana za przejaw sędziowskiego aktywizmu”. Narodziny nowego kierunku filozoficzno-prawnego­ virtue jurisprudence spowodowały, że o sędziowskiej odwadze przestano mówić wyłącznie między wierszami zasady niezawisłości, lecz zaczęto artykułować ją wyraźnie i wprost jako składnik katalogu niezbędnych/koniecznych sędziowskich cnót9. Ograniczone ramy tego krótkiego eseju powodują, że nie mogę poświęcić temu więcej miejsca. Pragnę więc tylko zwrócić uwagę, że o sędziowskiej odwadze mówi się coraz więcej także w naszym kraju. Niestety nie ma to wiele wspólnego z virtue jurisprudence, jest raczej pochodną zagrożeń związanych z trzema ostatnimi ww. powodami konieczności mówienia o sędziowskiej odwadze.

Odpowiedzialność dyscyplinarna

Wszystko wskazuje na to, że polscy sędziowie będą musieli z siebie wykrzesać jeszcze więcej odwagi niż do tej pory. Oto pojawił się bowiem projekt ustawy zaostrzającej ich dyscyplinarną odpowiedzialność. Ta zaiste księżycowa inicjatywa legislacyjna musi u prawników zrodzić następujące pytanie: gdzie pomysłodawcy poszukiwali źródeł inspiracji swoich niewiarygodnych pomysłów? Oni sami twierdzą, że wzorowali się na analogicznych rozwiązaniach francuskich, ale już nawet pobieżne porównanie pokazuje, że to brednie. Moim zdaniem, analogii można poszukiwać gdzie indziej. Nie sądzę, żeby projektodawcy, zważywszy na ich prawnicze nieuctwo i ignorancję, właśnie stamtąd czerpali inspiracje. Wszelkie podobieństwo jest więc prawdopodobnie czysto przypadkowe, ale jest. „[Prawo karne –przyp. autora] ma być instrumentem kształtowania społeczeństwa i ochrony najważniejszych etycznych jego wartości, w tym przede wszystkim dobra najwyższego, jakim jest społeczeństwo jako całość, naród (­Volksgemeinschaft). Bezprawność wynika z naruszenia obowiązku (Pflichtverletzung) i »wiarołomstwa« (Untreue, ­Treubruch) wobec wspólnoty, »zdrady« jej interesów (Verrat). Oznaczało to skrajną subiektywizację bezprawności (Willensstrafrecht)”. Tak trafnie obecny sędzia Trybunału Konstytucyjnego, prof. Zbigniew Jędrzejewski, charakteryzował w jednej ze swoich publikacji istotę poglądów przedstawicieli skrajnie nazistowskiej tzw. kilońskiej szkoły prawa karnego10. Jeśli abstrahować od nazistowskiej ideologii i skupić się wyłącznie na pewnym sposobie rozumowania stanowiącego podstawę tej prawnej konstrukcji, to możemy dojść do dramatycznych wniosków. Na takim sposobie rozumowania oparte są bowiem niektóre rozwiązania projektu rozszerzenia odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów. Dotyczy to w szczególności tych punktów projektu, które dotykają kwestii bezpośredniego stosowania Konstytucji RP przez sędziów i odwoływania się przez nich do wartości prawa europejskiego.

Ta retoryka rzekomej zdrady interesów wspólnoty narodowej przez polskich sędziów przebija we wszystkich wypowiedziach prezydenta i premiera, ale przede wszystkim w uzasadnieniu projektu przedstawionym przez oddział szturmowy (nota bene – oddziałem szturmowym nazywana była właśnie tzw. szkoła kilońska): posłów Jacka Ozdobę, Jana Kanthaka i Sebastiana Kaletę. Przyszła mi też na myśl inna analogia. Aleksander ­Sołżenicyn opisuje w „Archipelagu Gułag” taką anegdotyczną scenę. W obozie pracy strażnik pyta nowego więźnia „Za co siedzisz?”. I pada odpowiedź „Za nic”. „Nie kłam”, mówi strażnik, „za nic dostaje się dziesięć lat, a ty masz dwadzieścia”. Wiem, wiem – niektórzy oburzą się, że w ogóle przywołuję w tym krótkim felietonie tego typu dramatyczne wydarzenia. Nie chodzi mi jednak o jakiekolwiek kompletnie nieuprawnione historyczne porównania, chodzi mi wyłącznie o pewien mechanizm, ponieważ proponowana regulacja taki mechanizm odpowiedzialności dyscyplinarnej „za nic” w gruncie rzeczy wprowadza. Dotyczy to w szczególności pewnych kompletnie ­otwartych i niedookreślonych zwrotów, jakimi operuje wspomniany projekt ustawy: np. odpowiedzialność za „działalność polityczną”. Tutaj A. Sołżenicyn też nam dostarcza ciekawego przykładu. Opisuje bowiem jeden z przepisów sowieckiego kodeksu karnego – dotyczył on przestępstwa przeciwko państwu i rewolucji. Wymieniano tam enumeratywnie pewne czyny wyczerpujące znamiona tego przestępstwa, ale na końcu pojawiała się złowroga formuła „i inne”. Nie porównuje tego oczywiście do proponowanej regulacji odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów, ale czasami można odnieść wrażenie, że projektodawcy posługują się podobną „techniką legislacyjną”.

Nec temere, nec timide

Nie wiem oczywiście, jakie będą dalsze losy omawianego projektu, gdy ten krótki esej zostanie opublikowany na łamach kwartalnika „Iustitia”. Można mieć tylko nadzieję, że obecnie rządzący zrezygnują z tych szaleńczych pomysłów, ale raczej się na to nie zanosi. Tak czy inaczej jednak, to że jako autor pochodzę z Gdańska i pracuję tam całe życie, wydaje się ze wszech miar szczęśliwym, chociaż nie przypadkowym zbiegiem okoliczności. Dlaczego? To proste – na tzw. wielkim herbie Gdańska na dole czerwonej tarczy z koroną i dwoma krzyżami podtrzymywanej przez dwa lwy pojawia się złota wstęga z łacińską paremią: Nec temere, nec timide (dosłownie: Ani zuchwale, ani bojaźliwie; w potocznym tłumaczeniu: Odważnie, ale z rozwagą). Nie znamy dokładnie pisanego źródła tej sentencji – wydaje się jednak, że nie powinien budzić wątpliwości jej odległy klasyczny rodowód, skoro podobne stwierdzenia można znaleźć w różnych miejscach „Etyki nikomachejskiej” Arystote­lesa. Stagiryta wielokrotnie podkreśla swoje przywiązanie do cnoty umiarkowania, która powinna cechować także męstwo jako stan pośredni pomiędzy pohamowaniem zuchwalstwa i unikaniem tchórzostwa. W historii Gdańska sentencja Nec temere, nec timide miała przede wszystkim wymiar polityczny i pozwalała miastu zachować przez stulecia swoją wielkość i świetność. Dla potrzeb tego opracowania można jej jednak nadać bardziej uniwersalny charakter. Z powodzeniem mogłaby bowiem służyć za zawodowe motto sędziów, ponieważ świetnie oddaje istotę sędziowskiej odwagi. Wspomniana wyżej jurysprudencja cnót wyrosła bowiem z etyki cnót, a ta z kolei sięga swoimi korzeniami właśnie Arystotelesa. Współczesna etyka cnót została zapoczątkowana w końcu lat 50. XX w. pewnym słynnym artykułem Elizabeth Anscombe11. Brytyjska filozofka zwróciła tam uwagę, że należy współczesną etykę wyrwać z okowów jałowego sporu pomiędzy deontologią oraz konsekwencjalizmem i reaktywować klasyczną arystotelesowską etykę cnót. Kilkadziesiąt lat później amerykański filozof prawa, cytowany już wyżej Lawrence Solum postanowił przenieść to na grunt jurysprudencji. Zauważył bowiem, że w prawoznawstwie mamy do czynienia z sytuacją podobną do etyki – też tkwimy w paradygmatach pewnego nierozwiązywalnego sporu pomiędzy formalizmem i realizmem. Przeniesienie na grunt prawoznawstwa etyki cnót wydało mu się dobrą drogą do przezwyciężenia tego impasu i tak właśnie narodziła się jurysprudencja cnót. Pewnie warto jej będzie poświęcić kiedyś osobne opracowanie na łamach kwartalnika „Iustitia”, ponieważ zasługuje, moim zdaniem, na szczególną uwagę środowiska sędziowskiego. Wprawdzie virtue jurisprudence dotyczy zarówno problemów tworzenia dobrego prawa, jak i właściwego pojmowania istoty legalności, ale jej podstawowy trzon skoncentrowany jest jednak na sędziach, sądzeniu i towarzyszących im koniecznych cnotach, w tym także cnocie odwagi12. Jednocześnie etyka cnót wpisuje się w pewną szerszą wizję sędziowskiej edukacji. Na sylwetkę rozsądnego sędziego (reasonable judge) składają się bowiem trzy wzajemnie ze sobą powiązane elementy: po pierwsze, prawnicza wiedza (episteme) i umiejętność posługiwania się nią w procesie podejmowania decyzji sądowej (techne); po drugie, praktyczna mądrość jako wiedza o właściwych celach postępowania i środkach ich osiągania (phronesis); po trzecie wreszcie, umiejętność przekonywania do swoich racji zarówno bezpośrednich adresatów decyzji, jak i zewnętrznych obserwatorów (rhetorica)13.

Judicial courage – a note of a philosopher of law

The article is aimed at answering the question whether courage is necessary for fulfilling the office of a judge. The author not only gives an affirmative answer, but also concludes that judicial courage is actually one of the cardinal virtues necessary in the administration of justice. The article discusses several different aspects of the notion – from personal to institutional courage. The author also presented the fundamental assumptions of one of the latest philosophical currents – virtue jurisprudence. The subject seems to be especially topical in the context of the discussion on judicial independence which has been going on for several years now in Polish public space.

Key words: judges, courage, virtues, administration of justice

* Autor jest specjalistą w zakresie teorii i filozofii prawa, profesorem zwyczajnym WPiA Uniwersytetu Gdańskiego.

Artykuł pochodzi z numeru kwartalnika Iustitia 4(38)/2019

Bibliografia


  1. D. Pimentel, Reframing the Independence v. Accountability Debate: Defining Judicial Structure in Light of Judges’ Courage and Integrity, „Cleveland State Law Review” Nr 1/2009, vol. 57, s. 1–33. ↩︎

  2. P. Korfanty-Pisana, R. Skwira, M. Żmijewska, Courage in Judge’s Service. Norm or Exception? (zob. https://ejtn.eu – dostęp 15.12.2019 r.). ↩︎

  3. K. Huigens, Justice and the Intellectual Virtues [w:]I. Fileva(red.), Questions of Character, Oxford University Press, New York 2017, s. 354–367. ↩︎

  4. Jest sędzią Federal Court of Canada and Court Martial Appeal Court of Canada – zob.L. Martienau, Does Judicial Courage Exist, And If So, Is It Necessary in Democracy?, „Western Journal of Legal Studies” Nr 2/2018, vol. 8, s. 1–33. ↩︎

  5. C. Farrelly, L.B. Solum(red.), Virtue Jurisprudence. Palgrave Macmillan, New York 2008. ↩︎

  6. Zob. np.P. Skuczyński, S. Sykuna(red.), Leksykon etyki prawniczej. 100 podstawowych pojęć, Warszawa 2013, s. 52–55 oraz S. Sykuna (red.), Etyka prawnicza. Zagadnienia podstawowe, Warszawa 2019, s. 189–196. ↩︎

  7. L. Martineau, op. cit., s. 2. ↩︎

  8. Ibidem. ↩︎

  9. Szerzej zob. np.L.B. Solum, Virtue Jurisprudence. Virtue-Centred Theory of Judging, Metaphilosophy Nr 1, 2/2003, vol. 32, s. 178–213;idem, The Aretaic Turn in Constitutional Theory, „Brooklyn Law Review” Nr 2/2004–2005, vol. 30, s. 475–532; idem, A Tournament of Virtue, „Florida State University Law Review” vol. 32/2005, s. 1365–1400. ↩︎

  10. Z. Jędrzejewski, Pojęcie przestępstwa w doktrynie prawa karnego Niemiec hitlerowskich w ujęciu tzw. szkoły kilońskiej, „Ius Novum” Nr 2/2011, s. 13. ↩︎

  11. G.E.M. Anscobne, Modern Moral Philosophy, „Philosophy” Nr 124/1958, vol. 33, s. 1–19. ↩︎

  12. L. Solum, Virtue Juriprudence: Towards an Arettaic Theory of Law [w:]L. Huppes-Cluysenaer, N.M.M. S. Coelho (red.), Aristotle and the Philosophy of Law: Theory, Practice and Justice, Springer, Dordrecht–Heidelberg–New York–London 2013, s. 1–31. ↩︎

  13. M. Mangini, Ethics of virtues and the education of the reasonable judge, International Journal of Ethics Education, 2/2017, s. 175–202. ↩︎

Jerzy Zajadło
Prawnik i filozof, profesor nauk prawnych, specjalista w zakresie teorii i filozofii prawa, profesor zwyczajny Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego
Przejdź do oryginalnej publikacji