Wystąpienie Pana sędziego Stanisława Zabłockiego podczas Forum dla Praworządności w dniu 6 marca 2020 r.

7 marca 2020 r.

W dniu 6 marca 2020 r. obradowało, pod egidą Prezesa Polskiej Akademii Nauk, pana profesora Jerzego Duszyńskiego, Forum dla Praworządności. Zostałem zaszczycony zaproszeniem do udziału w tych obradach. Za jakiś czas ukaże się, z pewnością, oficjalny, ale zbiorczy komunikat o przebiegu Forum. Ponieważ jestem zdania, że jawność życia publicznego przemawia za ujawnieniem tego, jakie poglądy prezentowało się osobiście na tego typu spotkaniach, poniżej zamieszczam draft wystąpienia, który przygotowałem w przeddzień Forum. Rzecz jasna, sama wypowiedź na Forum nie stanowiła wiernego powtórzenia słów z draftu, ale z pewnością odpowiadała konkluzjom i sposobowi argumentacji. W niektórych fragmentach była, zapewne, nieco bardziej lakoniczna, z uwagi na konieczność zachowania dyscypliny czasowej, zaproponowanej przez organizatorów.

Szanowny Panie Prezesie, dziękuję za zaproszenie i za umożliwienie mi zaprezentowania swych poglądów na forum funkcjonującym pod tak szczytnym patronatem, w miejscu tak szczególnym jak Pałac Staszica i przed tak wspaniałym gremium uczestników konferencji.

Ponieważ czas wypowiedzi jest bardzo ograniczony, będę mógł zająć stanowisko wyłącznie w odniesieniu do trzech nakreślonych przez Pana Prezesa pytań, pozostawiając – z konieczności – na boku inne frapujące pytania, pozostające w integralnym związku z tymi, które nam przedstawiono, ale które jednak w otwarty sposób nie padły, zresztą ze wszech miar słusznie, gdyż zasługują one na odrębną konferencję. Myślę tu np. o statusie osób, które powołane zostały przez Pana Prezydenta na stanowiska sędziowskie w wyniku przedstawienia wniosków nominacyjnych przez Krajową Radę Sądownictwa, w sytuacji gdy z kolei status tzw. sędziowskiej części członków tej rady, jak już wskazały na to dotychczasowe wypowiedzi uczestników Forum, budzi wątpliwości o charakterze fundamentalnym, ale także i o statusie orzeczeń wydanych przez osoby mianowane w takiej procedurze na stanowiska sędziowskie.

Przechodząc do odpowiedzi na trzy zadane nam pytania chcę stwierdzić, że odpowiedź na każde z nich będę starał się zakotwiczyć w dobrze znanym w piśmiennictwie prawa konstytucyjnego pojęciu konstytucyjnej tożsamości organu, z wszelkimi tego konsekwencjami, to jest np. utratą przez organ, o którym mowa w Konstytucji, jego tożsamości konstytucyjnej, czy też potrzebą przywrócenia tożsamości konstytucyjnej.

Jestem przekonany, że warunkiem koniecznym, ale i wystarczającym dla ukształtowania składu Krajowej Rady Sądownictwa, która spełniałaby cechy, o których mowa w pytaniu pierwszym, jest właśnie przywrócenie konstytucyjnej tożsamości Krajowej Rady Sądownictwa jako organu, o którym ustawa zasadnicza stanowi w art. 186 ust. 1, że stoi on na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów. Organ, który będzie spełniał tak właśnie zakreśloną rolę siłą rzeczy będzie gwarantem wysokiego poziomu merytorycznego i etycznego podejmowanych działań. W tym celu niezbędne jest jednak zapewnienie odpowiadającego wymogom konstytucyjnym sposobu wyboru członków tzw. sędziowskiej części KRS, to jest przy poszanowaniu w związku z wyborem tej części członków rady rzeczywistej treści, którą należy wyczytać z ustawy zasadniczej, a więc przy odczytaniu art. 187 ust. 1 pkt 2 konstytucji z uwzględnieniem zarówno wymogów wykładni językowej, jak i funkcjonalnej, systemowej oraz historycznej, które prowadzą do jednoznacznego wniosku, że urzeczywistnienie podziału i równowagi władz ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej (art. 10 ust. 1 konstytucji), z uwzględnieniem nadto szczególnego usytuowania władzy sądowniczej, zapisanego w art. 173 konstytucji, możliwe jest jedynie przy wyborze tej części rady nie tylko spośród sędziów, ale także przez sędziów. Powołany w takiej drodze, a więc zachowującej konstytucyjne wymogi, w zakresie jego „sędziowskiej” części organ nie będzie także budził zastrzeżeń partnerów na gruncie międzynarodowym, w tym wśród naszych koleżanek i kolegów sędziów europejskich, gdyż będzie spełniał wymogi niezależności i bezstronności, wielokrotnie akcentowane w treści dokumentów Rady Wykonawczej Europejskich Sieci Rad Sądownictwa, w opiniach Komisji Weneckiej, w dokumentach Organizacji Narodów Zjednoczonych oraz w zaleceniach Komitetu Ministrów dla Państw Członkowskich Rady Europy, a ostatnio w orzeczeniach TSUE.

Niestety, organ, który z uwagi na to, że nie reprezentuje konstytucyjnej tożsamości, która została założona przez ustrojodawcę i podtrzymana przez większość społeczeństwa w referendum zatwierdzającym ustawę zasadniczą, a więc organ, który nie został powołany z zachowaniem konstytucyjnych wymogów, a nadto - jak wskazuje na to obserwacja praktyki tego organu - nie spełnia należycie roli, o której mowa jest w ustawie zasadniczej, nie może uchodzić za posiadający demokratyczną legitymizację nie tylko w oczach środowiska sędziowskiego, ale także w oczach obywateli, którzy rozumieją rolę, jaką ma odgrywać KRS, czyli w oczach obywateli świadomych tego, że cechy określające konstytucyjną tożsamość KRS, opisane w art. 186 ust. 1 Konstytucji, winny być zachowane w pierwszym rzędzie nie „dla środowiska sędziowskiego”, „dla sędziów”, ale właśnie dla suwerena, bo niezależność sądów i niezawisłość sędziów to wartości, które nie sędziom mają „służyć”, nie dla ich wygody zostały pomyślane w nowoczesnych społeczeństwach, ale dla dobra i ochrony obywateli.

Cała reszta, to znaczy szczegółowy sposób wyłaniania kandydatów na członków KRS, sama technika głosowania, czyli to, o czym powinien decydować akt prawny o randze ustawy zwykłej, gdyż tak przewidziano to w art. 187 ust. 4 Konstytucji, jest do dyskusji. Oczywiście takie mechanizmy, jak wybór bezpośredni, a nie pośredni (w systemie elektorskim), możliwość zgłaszania kandydatów nie tylko przez środowisko sędziowskie (ale także przez podmioty lub określone gremia pozasędziowskie, np. adwokackie, radcowskie, prokuratorskie, notarialne, a przede wszystkim środowisko nauki prawa, w tym wyższe uczelnie prawnicze i PAN, a nawet przez grupy obywateli), unormowania zapewniające maksymalną transparentność zaprezentowania walorów zgłoszonych kandydatów (np. obligatoryjne publiczne ich przesłuchanie) i taką samą maksymalną transparentność i możliwość kontroli samego procesu wyborczego, a także unormowania zapewniające możliwie najbardziej powszechny udział sędziów w wyborach członków KRS (moim zdaniem, korzystanie z tzw. czynnego prawa wyborczego powinno być w tych wyborach etycznym obowiązkiem sędziego; sądzę nawet, że osoba obdarzona zaufaniem i zgłoszona jako kandydat, powinna, co do zasady, wyrazić zgodę na kandydowanie, a jeśli nie chce skorzystać z biernego prawa wyborczego, powinna tę decyzję uzasadnić w domenie publicznej) - wszystkie te mechanizmy mogą zwiększać poczucie – w szczególności wśród obywateli – owej demokratycznej legitymizacji ostatecznie wybranych członków KRS.

Warto również odkłamać jeden mit, a mianowicie ten, że obecny tryb wyboru (przez posłów) sam przez się zwiększa demokratyczną legitymizację wybranych do KRS jej członków. Przecież u jego podstaw tkwi założenie, że wystarczy mieć 25 osób popierających spośród rzeszy circa 10.000 sędziów; większe poparcie środowiska, które rzeczywiście ma dobrą wiedzę o kondydacie, na żadnym dalszym etapie procesu wyborczego nie jest już wymagane. Tak więc, poparcie w środowisku, które najlepiej zna walory merytoryczne i charakterologiczne kandydata, wybrany członek KRS może mieć bardzo niewielkie, czy wręcz minimalne. Potem wystarczy znaleźć się na liście układanej przez polityków, gdyż - i nie jest to żaden zarzut, czy próba deprecjonowania ich roli w państwie demokratycznym, a jedynie stwierdzenie faktu - posłowie są politykami, przedstawicielami poszczególnych partii i stronnictw, reprezentujących określone założenia ideologiczne, przy czym osoby układające takie listy być może posiadają jeszcze wiedzę o preferowanych kandydatach, ale wiedza o nich pozostałych parlamentarzystów jest zapewne minimalna. Na końcu następuje zaś tak naprawdę nie wybór, ale zatwierdzenie tak sporządzonej listy, w mechanizmie głosowania nie na poszczególnych kandydatów, ale na całą listę en block. Taki mechanizm, nawet gdybyśmy usilnie starali się odczucia takie od siebie odsuwać, narzuca skojarzenia - nie ukrywajmy tego - politycznego wyboru, a w każdym bądź razie bardzo upolitycznionego wyboru, co w odniesieniu do członków organu o takiej tożsamości konstytucyjnej, jaki przewidziano w art. 186 i 187 ustawy zasadniczej jest, moim zdaniem, wręcz fatalne. Skojarzeń takich nie starał się zresztą ukryć Pan Minister Sprawiedliwości w trakcie wystąpienia w Senacie RP w dniu 15 stycznia 2020 r. stwierdzając - cytuję za opublikowanym stenogramem - „ …państwo, jeśli wygracie wybory demokratyczne, będziecie mogli wybrać tych sędziów, których uznacie za właściwych przedstawicieli środowiska sędziowskiego (…) Ale na tym polega mechanizm demokratyczny – w ramach funkcjonowania mechanizmów demokracji każde środowisko może zgłosić takich sędziów, za których bierze odpowiedzialność . A więc myśmy zgłosili takich sędziów, którzy byli naszym zdaniem gotowi współdziałać w ramach reformy sądownictwa”. Wypada raz jeszcze poprosić o zadumę nad tym, jak tego rodzaju oczekiwania polityków przystają do konstytucyjnej tożsamości Krajowej Rady Sądownictwa, określonej w ustawie zasadniczej.

Odpowiedź na pytanie drugie będzie o wiele krótsza. Pojęcie konstytucyjnej tożsamości organu nakazuje przyjąć, że w składzie Krajowej Rady Sądownictwa powinni zaleźć się zarówno sędziowie Sądu Najwyższego, sędziowie sądów powszechnych, jaki i sędziowie sądów administracyjnych i sądów wojskowych. Brak reprezentacji któregokolwiek z tego rodzaju sądów nie pozwala, moim zdaniem, mówić o tożsamości konstytucyjnej KRS. Wywodzę ten wniosek z założenia, iż ustrojodawca nie mówi niczego w „zbędny” sposób i że gdyby niekonieczna była reprezentacja wszystkich tych rodzajów sądów, to w art. 187 ust. 1 pkt 2 użyto by zwrotu „spośród sędziów”. Oczywiście, względy reprezentatywności przemawiają za tym, aby znaleźli się w Krajowej Radzie Sądownictwa zarówno sędziowie znający specyfikę i to aktualną (a nie taką, jaką pamiętają sprzed lat) pracy na określonym szczeblu hierarchii sądowej, a także za tym, aby zachowana została stosowna proporcja reprezentacji najliczniejszego środowiska, a więc sędziów orzekających w sądach rejonowych, ale także, aby członkowie KRS charakteryzowali się określonym stopniem doświadczenia i znajomości problematyki wymiaru sprawiedliwości, które to cechy niewątpliwie łatwiej nabywa się wraz ze stażem pracy (niekoniecznie przy tym na kolejnych szczeblach hierarchii sądownictwa). To, aby została wyłoniona najbardziej reprezentatywna grupa członków KRS w tej części, która pochodzić będzie z sądów powszechnych, może być osiągnięte poprzez przyznanie prawa wyboru największej liczby członków sędziom sądów rejonowych (którzy należycie wyważą, czy i w jakiej liczbie głosować na sędziów sądów najniższego szczebla, a w jakiej na sędziów bardziej doświadczonych, orzekających na wyższym szczeblu). Idea taka została zresztą oddana w tzw. senackim projekcie ustawy o zmianie ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa oraz niektórych innych ustaw, nad którą toczą się obecnie prace w Izbie Wyższej naszego parlamentu. Na kanwie tego pytania chcę jednak, choćby w telegraficznym skrócie, wspomnieć o dwóch rzeczach. Po pierwsze, należy pamiętać o tym, że także i z omawianej w tym momencie przyczyny, a więc potrzeby zachowania odpowiednich proporcji w sędziowskiej reprezentacji w KRS, ale także z przyczyn według mnie o wiele istotniejszych, a mianowicie konieczności odsunięcia jakichkolwiek podejrzeń, dotyczących bezstronności działań członków „sędziowskiej” części KRS, powinien zostać ustawowo zagwarantowany okres „karencji” awansowej przez okres pełnienia tej funkcji ewentualnie przewidziany mechanizm wygasania członkostwa w wypadku zgłoszenia przez członka KRS wniosku w tzw. procedurze awansowej. Po drugie, powinien być przewidziany mechanizm niepołączalności funkcji członka KRS z funkcjami administracyjnymi pełnionymi w sądach z nominacji władzy wykonawczej, a także z pełnieniem przez sędziego czynności administracyjnych w Ministerstwie Sprawiedliwości lub jednostce podległej lub nadzorowanej przez Ministra Sprawiedliwości albo w jednostce związanej z innymi organami władzy wykonawczej. Być może niezbędne byłoby ustanowienie pewnego okresu karencyjnego pomiędzy pełnieniem takich funkcji a kandydowaniem do Krajowej Rady Sądownictwa. Uwarunkowanie takie ze wszech miar zasadnie znalazło swój wyraz we wspomnianym projekcie senackim.

Pytanie trzecie – czy wprowadzenie nowego modelu kształtowania składu KRS powinno nastąpić po zakończeniu kadencji obecnej Rady?

Sądzę, że na tak zarysowany problem warto spojrzeć z dwóch punktów widzenia, to jest od strony, którą można nazwać „potrzebą społeczną” i od strony prawnej. W pierwszej z tych płaszczyzn odpowiedź jawi mi się jako wręcz oczywista, ale od strony prawnej – zdaniem wielu – jest nieco trudniejsza.

Najpierw zatem kilka słów o tej „potrzebie społecznej”. Gdybyśmy mieli zakładać, że wypracowywane koncepcje zaczną działać dopiero za niespełna trzy lata, to wypada sobie postawić dwa pytania – czy rzeczywiście i dla jakich racji godzimy się na utrzymywanie stanu permanentnego „wrzenia” i „niepewności”, który spowodował, że pod tak szacowną egidą tak szacowne grono spotyka się w tak szacownym miejscu, aby poszukiwać odpowiedzi na pytania postawione przez samego Prezesa PAN. Albo bowiem stan obecny uznamy za stan - używając skrótu myślowego - niekonstytucyjny i wówczas jednak czas bardzo nagli, gdyż trudno przyjąć założenie utrzymywania stanu niekonstytucyjnego dla jakichś innych racji, a w każdym bądź razie musiałyby to być jakieś niezwykle silne racje, a takie nie zostały dotąd przedstawione, albo uznamy obecny stan za niepozostający w kolizji z przepisami ustawy zasadniczej, ale wówczas pod znakiem zapytania stoi sama potrzeba zmian przeprowadzanych de lege ferenda. Albo uznajemy, że fatalną sprawą jest każdy kolejny dziesiątek osób, których akta będą wędrowały z obecnie działającego KRS do Pana Prezydenta, przy naszym przekonaniu, że jedna z niezbędnych komponent prawidłowego, w świetle przepisu art. 179 Konstytucji, aktu nominacji, czyli ta, która mówi o powołaniu „na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa”, tej zachowującej tożsamość konstytucyjną KRS, nie będzie zachowana – albo uznamy, że takie niebezpieczeństwo nie grozi, ale wówczas znów pod znakiem zapytania stoi sama potrzeba przeprowadzania zmian, a i obradowania przez nas w tak nietypowym gronie. Ponieważ uważam, że to lwia część przedstawicieli nauki prawa konstytucyjnego, lwia część środowiska sędziowskiego, jak wskazują na to także i dotychczasowe głosy uczestników Forum, prawidłowo zdiagnozowała sytuację i przedłużanie jej grozi tylko narastaniem problemu – z tego punktu widzenia nie tylko nie należy, ale i nie można czekać do zakończenia kadencji;

Od strony prawnej podniosą się, jestem o tym przekonany, głosy, że „niekonstytucyjności” nie można leczyć „wtórną niekonstytucyjnością”, że - odwołując się do starego przysłowia - nie można odpłacać pięknym za nadobne, że w konsekwencji obecni członkowie KRS też powinni zachować swój status do upływu czteroletniej kadencji, określonej w art. 187 ust. 3 Konstytucji. Czy jednak rzeczywiście jest to zapatrywanie, które w płaszczyźnie prawnej jest jedynym z możliwych? Swe wątpliwości w tej materii przedstawię w wielkim skrócie, bo mój czas już upłynął. Musielibyśmy zatem udzielić odpowiedzi na pytanie: czy należy chronić uprawnienie niesłusznie nabyte? Musielibyśmy także odpowiedzieć na pytanie: czy w ogóle możemy mówić o ochronie kadencji, która w istocie nie rozpoczęła się, gdyż wybór był ab initio skażony nie tylko „antykonstytucyjnym” grzechem pierworodnym, ale - jak się ostatnio okazało - także grzechem pierworodnym na poziomie ustawy zwykłej, gdyż jeden z członków nie spełniał prawnego wymogu zebrania stosownej ilości podpisów poparcia, a głosowanie odbyło się en block na całą piętnastkę kandydatów. Mnie osobiście najbardziej jednak odpowiada koncepcja nawiązująca do pojęcia, do którego odwołałem się na wstępie swojej wypowiedzi, a mianowicie pojęcia tożsamości konstytucyjnej organu. Przecież jeśli uznamy, że na skutek tego, przed czym postawił nas ustawodawca zwykły, doprowadzając do tego, że organ wprawdzie nazywany Krajową Radą Sądownictwa w istocie nie jest tym organem konstytucyjnym, o którym mowa w art. 186 i w art. 187 ustawy zasadniczej (a także w art. 179 Konstytucji, co może mieć znaczenie dla jeszcze trudniejszego problemu, którym dziś jednak – jak to już zasygnalizowałem - nie zajmujemy się, a mianowicie dla problemu nominacji sędziowskich), bowiem nie stoi on na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów, a więc jeśli uznamy, że nie została zachowana tożsamość konstytucyjna tak nazywanego organu, to dlaczego miałaby być chroniona kadencja członków gremium, które tylko nazwą, a nie swą istotą, nie z uwagi na spełniane funkcje, nawiązuje do organu, o którym mowa w przepisach Konstytucji. Ochrona kadencyjności członków organu, o której mowa jest w art. 187 ust. 3 Konstytucji, została wszak ustanowiona dla ochrony wartości, których organ ten ma strzec, a nie dla ochrony samej tylko nazwy. I takie spojrzenie na trzeci z wywołanych na dziś problemów jest mi najbliższe.

Stanisław Zabłocki
sędzia Sądu Najwyższego w stanie spoczynku, w latach 1991–2014 członek Państwowej Komisji Wyborczej, w latach 2016–2020 prezes Sądu Najwyższego kierujący Izbą Karną